Jaki powinien być dochód dyspozycyjny po spłaceniu karty, aby życie kredytobiorcy miało sens? No cóż, wydawałoby się, że wystarczy by był dodatni. To jednak może się okazać nie wystarczające…
Karta kredytowa to narzędzie. I tak trzeba o niej myśleć. Jeżeli zapomnisz o tym lub wypadnie Ci z głowy instrukcja obsługi plastykowego pieniądza to pętla zadłużenia szybko obciśnie Twoją szyję. Cały sęk w tym, żeby wydawać nie więcej niż się faktycznie ma. Dochód dyspozycyjny musi być co najmniej dodatni. A słowo „kredytowa” niech Cię nie zachęca do kredytowania…
Dochód dyspozycyjny z definicji to ta część domowego budżetu, która zostaje po opłaceniu wszelkich kosztów życia, tych standardowych typu rachunki za prąd, telefon, ale również tych finansowych, czyli rat kredytowych, debetów, sald kart kredytowych. Kiedy dochód dyspozycyjny na zakończenie miesiąca jest pod kreską to już nie tylko czerwona lampka powinna się mocno palić. Wtedy już za późno na ostrzeżenia. Masz kłopoty, przed którymi powinieneś się wcześniej ustrzec.
Dochód dyspozycyjny w sensie wyżej opisanym to kategoria z teorii finansów osobistych, a więc metodologii zarządzania domowym budżetem. Termin dochodu dyspozycjnego jest jednak również często stosowany przy szacowaniu zdolności kredytowej przez banki. Brak dochodu dyspozycyjnego to oczywiście brak zdolności kredytowej. Z kolei wysoki dochód dyspozycyjny to jeden z elementów umożliwiających uzyskanie wysokiego kredytu. No ale to już historia bardzo pozytywna, a przecież mówimy o negatywach.
Wracając więc do głównego wątku, staraj się tak modelować swój domowy budżet, a więc również wydatki płacone kartą kredytową, abyś nie przecholował. Grunt to trzymanie się nad kreską. Złamanie tej zasady to już równia pochyła. Unikaj tego jak ognia.
